Kochany pamiętniczku – wspomnienia z frontu… backendowego ofc 
9:30 — kolejna awaria.
10:00 — już działało.
PHP może się na mnie obrażać.
Serwer może urządzać dramaty.
Dostawca może robić wszystko, żebym dostał raka mózgu.
Ale Ninją się jest a nie bywa!
Nie na mojej, kurwa, zmianie.
Nie mogłem się dogadać z serwerem, więc ominąłem kutasiarza bokiem i puściłem wszystko przez zewnętrzny Resend (chyba Sender… a jebać nazwy). Pół godziny. Koniec problemu.
Bo marka osobista marką osobistą, filozofia filozofią, ale czasami trzeba po prostu zakasać rękawy i naprawić to, co się wyjebało.
Ja tu jestem, kurwa, Ninja.
I nadal jestem panem tego domu.
PS Billboardy przeprosinowe dla PHP już się drukują. Wytrzymaj, kochanie.
In PHP we trust. Mimo wszystko.

