piwne piekło

KRZYWA KODYMA. CZYLI MOMENT, W KTÓRYM ULEPSZANIE ZACZYNA WSZYSTKO ROZPIERDALAĆ

🟣 KRZYWA KODYMA. CZYLI MOMENT, W KTÓRYM ULEPSZANIE ZACZYNA WSZYSTKO ROZPIERDALAĆ

Dieta biegacza cz. 3

—

Dlaczego piję piwo?

Bo jest płynne.

Gdyby było stałe, to bym je jadł.

—

Dziękuję Bogu Piwa – zostawił mi jeden działający moduł smakowy.

I właśnie dlatego na piwie trochę się znam.

Niestety.

Bo dzięki temu od lat obserwuję zjawisko, które nazwałem:

KRZYWĄ KODYMA 

(jeśli przypomina Krzywą Laffera, to przypadek. Oczywiście moja powstała wcześniej. XD)

Nie jest naukowa.
Nie dostałem na nią grantu.

Ale działa.

Na osi X mamy ilość kombinowania, ulepszania i ogólnego jebania wokół produktu.

Na osi Y: to, jak dobry ten produkt faktycznie jest.

Na początku jest świetnie.

Uczysz się.
Poprawiasz technologię.
Dobierasz lepsze składniki.
Eliminujesz błędy.

Produkt robi się coraz lepszy.

Krzywa rośnie.
Rośnie.
Rośnie.

Aż dochodzisz do punktu:

kurwa, jest idealnie.

I tutaj ludzkość ma problem.

Nie umiemy powiedzieć:

dobra. Wystarczy.

Więc poprawiamy dalej.

I krzywa zaczyna zapierdalać w dół.

 

Piwo jest idealnym przykładem.

Przez lata wybór wyglądał mniej więcej tak:

szczyny,
szczyny w zielonej butelce,
szczyny reklamowane na koszulkach klubu piłkarskiego..

Potem przyszła rewolucja kraftowa.

I nagle:

O kurwa. Piwo ma style i to bez dolewania oranżady.

Piwowarzy zaczęli eksperymentować.
Ludzie zaczęli się uczyć.
Jakość rosła.

Krzywa Kodyma pięknie szła do góry.

Aż ktoś zadał najbardziej niebezpieczne pytanie w historii produktu:

„A co jeszcze możemy do tego dodać?”

 

I żeby było jasne:

ja lubię eksperymenty.

Uwielbiam:

Double IPA

Refermentowane w butelce.
Wymrażanki (my love)

Jeżeli styl mówi:

„ma być dużo”

to niech będzie dużo.

Porter bałtycki? Mocny. Treściwy. Rozgrzewający.

Chili? Siedzi. 

Beczka po whisky? Jeszcze lepiej. 

Zamrażamy i wypierdalamy wodę? Klasa. Jakiś debil wykupi cały zapas na festiwalu po stówce 😑

Bo wzmacniasz to, czym ten produkt już jest.

Ale jeśli do portera wrzucisz arbuza, cytrusy i aromat wakacji w Mielnie, to być może stworzyłeś:

radlera porterowego.

// Gratulacje. To tak jakbyś stworzył Porsche w gnoju… hmmm czekaj, czekaj…. XD

Krzywa Kodyma nie mówi:

„nie eksperymentuj”.

Mówi:

sprawdzaj, czy eksperyment nadal wzmacnia produkt.

więcej != lepiej

Czasami więcej oznacza po prostu… więcej.

Skoro rozprawiliśmy się ze smakiem, pora na drugi filar spierdolenia: łamanie piwnych pór roku.

Tak kurwa – piwo ma pory roku!

Latem:

pilzner, hazy IPA, coś lekkiego 4–4,5%.

Siedzisz nad Odrą, komary, dwa albo trzy piwka bez zamiany w problem logistyczny.

Jesienią marcowe, pierwszy stout.

A zimą? 

Porter. RIS. Doppelbock.
Piwo wymrażane? Jebać biedę.

To ma działać jak płynny grzejnik i obiad w jednym.

Wychodzisz po jednym na mróz, rozpinasz kurtkę, fajka do mordy, czapka do kieszeni.

„Kuba, załóż czapkę, bo się przeziębisz.”

Nie przeziębię się. Bóg Piwa właśnie zainstalował porterowy firewall.

I dlatego nie potrzebuję:

LETNIEGO PORTERA.

Po co?

Nie każdy produkt musi działać cały rok, dla każdego i w każdej sytuacji.

Czasami ograniczenie jest częścią jego charakteru.

 

I trzeci filar spierdolenia

Ocenianie piwa jak konkursu piękności.

Piana.
Kolor.
Klarowność.
Gęstość.
Koronka na szkle.

// To tak jakbym oceniał kolor masła lub programistę po tuszy :ddd

Ja pierdolę.

Ja to piję! Naprawdę. Ludzie piwo piją. SZOK.

 

Kryterium powinno być chyba prostsze:

czy chcę następny łyk?

Bo czasami tak bardzo optymalizujemy wskaźniki opisujące produkt, że zapominamy, po co ten produkt w ogóle istnieje.

I tutaj znowu wraca Krzywa Kodyma.

 

Bo Krzywa Kodyma nie mówi:

„stare jest lepsze”, „nie kombinuj”, „kiedyś to było”.

Kombinuj.

Ale pytaj:

czy produkt staje się lepszą wersją siebie?

Czy tylko bardziej skomplikowaną wersją czegoś, co pięć iteracji temu było już zajebiste?

Bo czasami największą kompetencją nie jest dodanie kolejnej rzeczy.

Tylko powiedzenie:

dobra. Kurwa. Wystarczy.

Bo Bóg Piwa patrzy i zapisuje logi.

I ześle heretyków do piwnego piekua:

miejsca bez fajek,
bez PlayStation,
gdzie docker system prune –all nie działa,
a port 22 nigdy nie istniał.

Za to pełnego słono-kwaśnej IPA.

In Beer We Trust.

—

Jakub Kodymowski
MarTech × marketing × kodowanie × głupoty
jakub.kodymowski.pl

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *