blog4c

Follow The Sun 3

Follow the Sun. Część 3 z 4
Szczęście nie sprzyja lepszym. Szczęście sprzyja przygotowanym.
Follow the Sun nie działa u ludzi, którzy czekają na idealny moment.
Działa u tych, którzy dużo wcześniej zbudowali fundament pozwalający im ruszyć, kiedy pojawia się okazja albo zaczyna się palić pod dupą.
Bo elastyczność bardzo dobrze wygląda z zewnątrz.
Ktoś widzi, że masz niezależność. Że dobrze zarabiasz — ale o tym będzie w ostatniej części tej kwadrologii. Że możesz pracować z różnych miejsc, szybko reagować, podejmować trudne decyzje i nie wpadać w panikę, kiedy życie nagle wywraca stolik.
No kurwa, kraina szczęścia, tęczowych misiów i jednorożców.
Tylko że ludzie zazwyczaj widzą efekt końcowy.
Nie widzą rachunku.
A ten rachunek bywa naprawdę wysoki.
Nauka kosztuje. I wbrew pozorom jej największym kosztem często nie są kursy, książki, sprzęt czy studia.
Najwięcej kosztują błędy, na których się uczysz.
Bo kiedy uczysz się w prawdziwym biznesie, nie rozwiązujesz zadań na sucho.
Podejmujesz decyzję, inwestujesz czas, pieniądze i energię, a później rzeczywistość mówi:
„Sprawdzam.”
Czasem coś źle policzysz.
Czasem wybierzesz niewłaściwą technologię.
Czasem zatrudnisz nie tę osobę.
Czasem przez miesiąc budujesz rozwiązanie, które klient odrzuca po pięciu minutach.
A czasem robisz projekt, który spektakularnie rozpierdala się o problem tak banalny, że później sam nie możesz uwierzyć, że go wcześniej nie zauważyłeś.
I właśnie za te błędy płacisz najwięcej.
Finansowo.
Czasowo.
Energetycznie.
Psychicznie.
Ale jeżeli nie uciekasz, tylko analizujesz, wyciągasz wnioski i następnym razem robisz to lepiej, wtedy błąd przestaje być stratą. Staje się drogim, ale skutecznym szkoleniem.
Są też koszty osobiste.
Czasem trzeba na jakiś czas wylogować się z normalnego życia.
Wylogować się z imprez.
Ze znajomych.
Ze spokojnych wieczorów.
Czasem częściowo z rodziny albo związku.
Nie dlatego, że tak brzmi romantyczna wizja pracoholika z LinkedIna. Tylko dlatego, że doba nadal ma 24 godziny i jeżeli przez kilka tysięcy z nich uczysz się, budujesz i rozwiązujesz problemy, to tych godzin nie przeznaczasz na coś innego.
A później dochodzisz do miejsca, z którego często nie ma już prostego powrotu.
Nie dlatego, że jesteś lepszy.
Po prostu zaczynasz inaczej myśleć.
Inaczej patrzeć na czas.
Na odpowiedzialność.
Na ryzyko.
Na pracę.
Na pieniądze.
I czasami odkrywasz, że ludzie, z którymi kiedyś dzieliłeś wszystko, nadal są w tym samym miejscu, a Ty przesunąłeś się mentalnie o kilka przystanków „dalej” – chociaż bardziej pasuje tu słowo „gdzie indziej”.
To nie musi być tragedia.
Ale jest kosztem.
I właśnie tutaj pojawia się temat szczęścia.
Jest takie wyświechtane powiedzenie:
„Szczęście sprzyja lepszym.”
Nigdy w to gówno nie wierzyłem.
Moim zdaniem szczęście sprzyja przygotowanym.
Ludziom, którzy wcześniej wykonali nudną, cichą robotę.
Którzy zdobyli kompetencje, zanim były pilnie potrzebne.
Którzy przygotowali plan B, C i D, zanim plan A zdążył się spektakularnie zesrać.
Słyszę czasem:
— Kuba, Ty to masz dobrze. Wszystko Ci tak łatwo przychodzi.
Jasne.
„Przychodzi” dokładnie wtedy, kiedy pracuję siedem dni w tygodniu, często po kilkanaście godzin. Kiedy uczę się po nocach, poprawiam własne błędy i podejmuję ryzyko.
Z zewnątrz wygląda to jak szczęście.
Od środka wygląda jak setki mikrodecyzji podejmowanych w czasie, kiedy nikt ich nie widział i nikt za nie nie klaskał.
I nie chodzi nawet o to, że inni „leżeli na kanapie”, bo każdy ma własne życie, własne priorytety i własne koszty, których ja nie widzę.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś chce dostać dokładnie Twój rezultat, ale jednocześnie krytykuje wszystkie decyzje, które do tego rezultatu doprowadziły.
Chciałby Twoich pieniędzy.
Twojej niezależności.
Twojej sprawczości.
Możliwości powiedzenia: „Pakuję się i jadę tam, gdzie jestem potrzebny.”
Ale kiedy widzi cenę, pyta z niedowierzaniem:
— Kuba, ale po co Ty tyle pracujesz?
— Po co się uczysz po nocach?
— Po co tak angażujesz się w firmę?
— Po co bierzesz na siebie tyle odpowiedzialności?
I naprawdę nie widzi najprostszej zależności na świecie:
Przyczyna ➡️ skutek.
Chce owoców, ale brzydzi się pracą w ogrodzie.
Dla mnie nauka, budowanie i elastyczność nie są karą. Są częścią życia, które sam sobie wybrałem.
Follow the Sun nie oznacza, że rzucam wszystko i chaotycznie biegnę za kolejną okazją.
Wręcz przeciwnie.
Oznacza, że wcześniej zrobiłem tyle pracy, że kiedy zmienia się sytuacja, mogę spokojnie przesunąć swoje zasoby tam, gdzie mają największy sens.
Prawdziwa lojalność nie polega dla mnie na sentymencie do ścian, biurka albo kodu pocztowego.
Jestem lojalny wobec celu.
Wobec ludzi, którym dałem słowo.
I przede wszystkim wobec samego siebie — wobec obietnicy, że dowożę to, co postanowiłem dowieźć.
Dlatego kiedy ktoś mówi, że mam szczęście, zazwyczaj tylko się uśmiecham.
Bo bardzo często „szczęście” to po prostu moment, w którym wieloletnie przygotowanie spotyka się z okazją.
A koszt tego przygotowania został zapłacony dużo wcześniej.
Po cichu.
Bez widowni.
I bez gwarancji zwrotu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *