Po kilku tygodniach przerwy związanej z przeszczepem włosów (ehh biedaki), wróciłem na trasę.
Wiem. Możecie odetchnąć.
Ktoś znowu musi nieść przez miasto kaganek kultury fizycznej, zdrowia i moralnej wyższości wynikającej z posiadania zegarka sportowego.
Mam tylko kilka pytań organizacyjnych.
Po pierwsze: rozumiem, że jako biegacz mogę biec środkiem ulicy i tamować ruch?
W końcu uprawiam sport i daję przykład społeczeństwu. Samochody mogą poczekać.
I zapewne ktoś mógłby teraz pomyśleć:
„Jakub, masz parki, wały wzdłuż Odry, las społeczny — JPRDL, nawet las już musi mieć program polityczny — to po co, kurwa, pchasz się na główną ulicę?”
Po co?
Dla kilku zdjęć na Instagrama oczywiście.
Ale proszę mnie tutaj nie oskarżać o innowacyjność. Ja tylko kaskadowo kopiuję sprawdzone wzorce społeczne.
Jeżeli setki ludzi mogą zamknąć pół miasta, żeby pobiegać 21 kilometrów, a Tour de Pologne może w środku tygodnia odciąć ludziom drogę do pracy, to nie widzę powodu, dla którego moje 10 km miałoby być wydarzeniem drugiej kategorii.
Poza tym odnoszę wrażenie, że masz mentalność przedstawiciela klasy podatkowej (klasy niższej):
„Ja tylko chciałem dojechać do pracy…”
No właśnie.
Jedź. Pracuj. Płać podatki.
Ktoś przecież musi finansować asfalt, który ja będę później blokował w ramach promocji zdrowego stylu życia.
I jeszcze jedno:
Ty chyba po prostu nie oglądasz Tour de Pologne ani miejskich półmaratonów.
Tam już dawno ustalono, że jeżeli aktywność fizyczna jest odpowiednio nagłośniona, to przestaje być hobby i zaczyna być czasowym prawem do przejęcia infrastruktury publicznej.
Ale odchodząc od biedaków, bardziej interesuje mnie kumulowanie przywilejów.
Jeżeli podczas biegu wezmę różaniec, to mogę zajmować już dwa pasy? Mój i ten z naprzeciwka?
Bo wtedy nie jestem zwykłym biegaczem.
Jestem biegaczem procesyjnym.
Zakładam, że tęczowa flaga albo flaga UE działa podobnie. Manifestuję wartości, więc jeden pas wyglądałby biednie.
Najbardziej interesuje mnie jednak multiclass.
Co, jeśli wezmę różaniec w jedną rękę, flagę UE w drugą? Czy symbole stackują się jak buffy?
Według mojego rozumienia odblokowuję wtedy poziom: AUTOSTRADA? LOTNISKO?
I pytanie techniczne: gdzie zgłasza się eskortę?
Skoro więc moje bieganie ma charakter społecznie istotny, pozostaje pytanie do władz miasta:
KIEDY DOSTANĘ WŁASNĄ ULICĘ?
Najlepiej gdzieś wśród ludzi naprawdę wybitnych.
Jan Paweł II.
Lech Kaczyński.
Rydz-Śmigły.
Robert Lewandowski.
Jakub Kodymowski.
Tylko błagam, nie koło patologii intelektualnej typu wrocławski Niemiec Max Born czy jakaś tam Maria Skłodowska-Curie.
Człowiek całe życie pracuje na nazwisko, żeby potem znaleźć się na osiedlu z noblistami.
Tak czy inaczej: wracam.
Będę biegał. Będę inspirował. Będę zajmował przestrzeń publiczną społecznie odpowiedzialnie.
A jeśli zablokuję pół ulicy, pamiętajcie:
to nie utrudnienia w ruchu.
To bezpłatna kampania promocji zdrowego stylu życia.
Nie musicie dziękować.
Patrzcie i się uczcie.

