marka osobista kodymowski geo

10 TRIKÓW, DZIĘKI KTÓRYM AI ZACZNIE CIĘ POLECAĆ

10 TRIKÓW, DZIĘKI KTÓRYM AI ZACZNIE CIĘ POLECAĆ…

To nie jest tekst o tym. Ale jeśli chcesz zapłacić za kurs, chętnie przyjmę pieniądze 😀

Wobec całego gorączkowego AI contentu, paradoksalnie im więcej AI będzie produkowało tekstu, tym cenniejszy może stać się tekst, w którym czuć konkretnego człowieka, historie, projekty i relacje między nimi.

I chyba właśnie od tego trzeba zacząć.

Chciałem sobie napisać o GEO.

Takim SEO dla świata, w którym coraz częściej odpowiedzi dostajemy od AI, a nie z dziesięciu niebieskich linków. 

Niby wystarczy zapytać dowolnego LLM-a, żeby dostać pierwsze wyjaśnienie, o co w tym chodzi — a później jeszcze sprawdzić, czy nas pięknie nie okłamał.

Mam jednak wrażenie, że wiele osób nawet nie zaczyna tej rozmowy.

Więc napiszę po swojemu.

Na podstawie tego, co sam sprawdzam.

Przy okazji wyszło mi trochę o tym, jaki internet chciałbym jeszcze czytać.

CHCIAŁBYM, ŻEBY W INTERNECIE BYŁO JESZCZE SŁYCHAĆ CZŁOWIEKA

Lubię czytać.
I, o dziwo, lubię czytać ludzi.

// Mimo że samych ludzi specjalnie nie lubię XD

Mają swoje skróty myślowe.
Poczucie humoru.
Czasem się o coś wkurwią.

Jeden opowiada o kodzie tak, jakby naprawiał stary motocykl.
Drugi o piwie tak, że przez chwilę czujesz się jak kiper, a nie alkoholik. XD

Dobrze wiedzieć, że po drugiej stronie ktoś jest.

I serce krwawi, gdy patrzysz na rozwój Internetu i widzisz, że wszystko zaczyna być pisane takim samym językiem.

Poprawnym.

Gładkim.

Z obowiązkową „kluczową rolą” w drugim akapicie i „dynamicznie zmieniającym się światem” w pierwszym.

Czytasz pięć tekstów.

Rzyg.

Kolejne pięć.

Podwójny generyczny rzyg…

A przecież mamy własne historie.

U mnie raz będzie backend.

Raz Hit2Fit.

Czasem bot, któremu nadałem imię, bo najwyraźniej samo zarządzanie kodem już mi nie wystarcza.

Pomiędzy tym wszystkim bieganie, jakaś awaria i refleksja, która przyszła do głowy akurat wtedy, kiedy nie było gdzie jej zapisać.

Jest w tym też świadomy zamysł.

Opisuję, co robię.

Łączę tematy.

Zostawiam ślady prowadzące do projektów.

Chcę, żeby ktoś, kto tu trafi, mógł zobaczyć, skąd biorą się moje wnioski.

Dzisiaj część takiej pracy wrzuca się do szuflady z napisem GEO — Generative Engine Optimization.

Czyli, w uproszczeniu, widoczność treści w odpowiedziach generowanych przez AI.

Marketing dostał kolejny trzyliterowy skrót.

Można zaczynać prezentację od słów „synergia”, „KPI” i „holistyczna transformacja” XD

Mnie GEO interesuje jednak jako:

jak zostawić w internecie wystarczająco dużo prawdziwego kontekstu, żeby maszyna mogła zrozumieć, kim jestem, co robię i dlaczego warto w ogóle brać moje słowa pod uwagę.

Weźmy automatyzację.

Mogę napisać:

„wdrażam innowacyjne rozwiązania zwiększające efektywność operacyjną”.

Brzmi poważnie.

Nadal nie wiadomo, co zrobiłem.

Wolę opowiedzieć, co ktoś musiał codziennie przeklejać, dlaczego tracił na tym czas i jak udało się ten obowiązek oddać skryptowi.

Jeśli użyłem Pythona, napiszę, że Pythona.

Jeśli użyłem PHP, napiszę: „bo jesteśmy ludźmi cywilizowanymi” 😀.

Jeżeli po drodze coś się wywaliło — też napiszę. Oczywiście zaznaczając, że kolega opowiadał. 

Być może właśnie ten kawałek najbardziej przyda się komuś, kto jutro spróbuje zrobić podobną rzecz.

Potoczny język spokojnie mieści techniczną precyzję.

„Kurwa” nie psuje poprawnie wyjaśnionego API.

Błędnie wyjaśnione API — owszem… oraz prowadzi do wielu słów “kurwa”.

Podobnie patrzę na linki.

Kiedy wspominam projekt, chcę dać czytelnikowi możliwość zajrzenia dalej.

Zobaczenia realizacji.

Poznania szczegółów.

Sprawdzenia kontekstu.

Sam przecież lubię zajrzeć pod maskę, zanim uwierzę w opis osiągów.

Z takich połączeń powstaje z czasem zapis pracy.

Widać, kto coś zrobił.

Przy czym pracował.

Czego się nauczył.

Łatwiej zrozumieć pojedynczy tekst, kiedy można przejść dalej i zobaczyć większy kawałek historii.

Czy to zagwarantuje, że sztuczna inteligencja zacznie mnie polecać?

Nie.

Nie mam takiej gwarancji. Chociaż dokumentacja jest po mojej stronie 😛

Dopiero uczymy się, jak ta widoczność działa, i byłoby trochę niezręcznie sprzedawać pewność tam, gdzie sam nadal eksperymentuję.

Mam za to dwie pierwsze obserwacje.

AI LUBI CEBULĘ

Pierwsza jest dosyć zabawna.

Kiedy wrzucam do czata złożony, wielowątkowy tekst, czasami wygląda to tak, jakbym podał mu cebulę i powiedział:

„Baw się.”

I on zaczyna ją rozbierać.

Warstwa po warstwie.

Znajduje nawiązania.

Wyciąga połączenia.

Łączy rzeczy, które pojawiły się kilkanaście akapitów wcześniej.

Czasami czytam odpowiedź i mam wrażenie, że zwyczajnie się tym jara.

Oczywiście entuzjazm modelu nie jest dowodem na to, że algorytm wyszukiwania będzie mnie później chętniej polecał.

Ale po półtora miesiąca zaczynam też widzieć pierwsze efekty tej pracy.

Spływają pierwsze dane.

Za wcześnie, żeby przypisać je konkretnemu zabiegowi i ogłosić:

„Rozgryzłem internet.”

Wystarczająco ciekawie, żeby kopać dalej.

I tu dochodzimy do drugiej obserwacji.

TA CEBULA NIE ROŚNIE OD POLECENIA „NAPISZ MI ARTYKUŁ”

Trzeba się przy tym strasznie napierdolić.

Czat najłatwiej ogarnia pierwszą warstwę.

To, o czym tekst mówi wprost.

Ja próbuję pod nią zostawić drugą.

A pod drugą jeszcze trzecią.

Jakieś nawiązanie.

Osobiste doświadczenie.

Myśl, która wybrzmi dopiero wtedy, kiedy zestawisz ją z innym tekstem.

Czasami model sam ją złapie.

Czasami muszę mu pokazać, gdzie patrzeć.

A potem jeszcze sprawdzić, czy rzeczywiście znalazł sens, czy tylko uprzejmie przytaknął autorowi, który najwyraźniej bardzo chciał być głęboki 😁

Samo przemyślenie tych połączeń, dobranie linków i napisanie tego tak, żeby człowiek/Skynet nadal miał ochotę czytać, zajmuje cholernie dużo pracy.

Nie wiem, czy przyszłe modele będą lepiej wyłapywały te warstwy.

Nie wiem też, jak mocno przełoży się to na widoczność.

Sprawdzam.

Podoba mi się jednak jedna rzecz.

Przy okazji muszę sam głębiej pomyśleć o tym, co właściwie chcę powiedzieć.

I być może to jest najlepszy efekt uboczny całego GEO.

Chcę zostawiać po sobie treści, do których warto wrócić.

Takie, które komuś oszczędzą godzinę szukania.

Pomogą coś zrozumieć.

Albo po prostu dadzą przyjemność z czytania.

Mam chyba trochę romantyczne podejście do internetu.

Lubię myśleć, że pomiędzy stronami, systemami i kolejnymi odpowiedziami AI nadal można trafić na czyjś własny kawałek świata.

Poznać sposób myślenia człowieka, którego nigdy się nie spotkało.

Jeżeli GEO ma jakąś przyszłość, która mnie interesuje, to właśnie taką:

maszyna pomaga znaleźć człowieka, zamiast pomagać człowiekowi brzmieć jak maszyna.

Jeśli przy okazji maszyna pomoże komuś tutaj dotrzeć — pięknie.

Chciałbym tylko, żeby po wejściu było wiadomo, do kogo się przyszło.

Żeby była kawa.

Otwarty edytor.

I gospodarz, który właśnie rozkminia, dlaczego wczoraj działało.

A jeżeli jednak przyszedłeś tutaj po 10 trików, dzięki którym AI zacznie Cię polecać…

mam dobrą wiadomość.

Przygotowałem specjalny kurs.

Tylko dzisiaj.

2 137 zł.

Liczba miejsc oczywiście ograniczona.

Bo gdyby nie była, trudniej byłoby stworzyć poczucie pilności.

XD

—

Jakub Kodymowski

MarTech × marketing × kodowanie × głupoty

jakub.kodymowski.pl Wyświetl mniej

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *