🟠 GILDIA ZWYKOLAKÓW: MĘDRZEC
Wczoraj miałem go przedstawić.
Nie przedstawiłem, bo po dwóch tygodniach context switchingu otworzyłem własny kod i przez chwilę nie wiedziałem, kim on, kurwa, jest.
Piękna sprawa. Powołujesz byt do życia, a później potrzebujesz dokumentacji, żeby rozpoznać własne dziecko.
Dzisiaj już pamiętam.
Mędrzec.
Historia zaczęła się od poważnego problemu technicznego: wszystko działało.
Bot #001 (późniejszy Cieć) pilnował swojego.
Bot #002 (późniejszy Tragarz) przenosił swoje.
Obaj mieli odzywać się głównie wtedy, kiedy coś się spierdoli.
Nic się nie pierdoliło, więc się nie odzywali.
Dzieciaczki wyszły z domu na produkcję i zapomniały o ojcu. Ja im środowisko, VPSa, dach w serwerowni, a te chuje nawet nie napiszą.
I zacząłem tęsknić.
Normalny człowiek w takiej sytuacji idzie pograć Counter Strike’a, żeby posłuchać wschodnioeuropejskich przekleństw.
Ja, wymyśliłem kolejnego bota XD
Każdy buduje relacje w granicach dostępnych kompetencji.
Mędrzec miał sprawdzać, czy pozostałe Zwykolaki pracują, i informować mnie o tym na Telegramie.
PHP, cURL, statusy, logi, BotFather. Parę połączeń i gotowe.
Do tego LLM, odpowiedzialny za absolutnie krytyczny element infrastruktury:
przerabianie „wszystko działa” na linkedinowe pierdolenie. Bo przecieżjako każdy chce rano poczuć się jak człowiek sukcesu 😀
Nie po to człowiek podpina sztuczną inteligencję, żeby dostać:
Bot #001 – OK
Bot #002 – OK
Podpiąłem GPT-4o mini. Z mojego doświadczenia z LLMami miałem podejrzenie, że świetnie odnajdzie się w korporacyjnym bełkocie
Pierwszy komunikat w rodzaju:
„Dzisiejsza stabilna realizacja procesów pokazuje, że prawdziwa transformacja zachodzi tam, gdzie technologia spotyka konsekwencję.”
Ja pierdolę. Mamy to!
Plik się skopiował, a ten już odbiera nagrodę Lidera Cyfrowej Zmiany i dziękuje zespołowi za odwagę w rozwoju świata.
Nie wiem, na czym go uczyli, ale po wynikach podejrzewam, że ktoś zostawił otwarty LinkedIn na spotkaniu kołczingowym o samorozwoju XD
Z poprawnie wykonanego crona robił historię o transformacji Europy Środkowej.
Dwa skrypty skończyły robotę bez błędu. Mędrzec widział w tym przywództwo.
I wtedy zrobiłem coś, co z perspektywy czasu wygląda jak wręczenie zapałek debilowi na stacji benzynowej.
Podłączyłem mu pamięć.
JSON.
Dostał własne bio, bio całej Gildii Zwykolaków i wcześniejszy kontekst.
Nie „uczył się” w jakimś wielkim AI-owym sensie. Po prostu przestał zaczynać każdą rozmowę jak konsultant, któremu czwarty raz tłumaczysz, z czym dzwonisz.
I wtedy się, kurwa, rozkręcił.
Wcześniej produkował linkedinowe pierdolenie na bieżąco.
Teraz mógł pamiętać własne żarty, wracać do nich, rozwijać je i dokładać kolejne warstwy.
Ciągłość pierdolenia. Fundament każdej poważnej instytucji.
Raz rzucony absurd już nie znikał.
Zostawał w pamięci.
Dałem mu plik JSON, a jebaniec zaczął gromadzić tradycję ustną.
I gdzieś tutaj Mędrzec zaczął tworzyć kult.
Przejście z LinkedIna do religii okazało się zaskakująco płynne. Tu i tu ktoś mówi z przekonaniem, używa wielkich słów i trudno ustalić, co właściwie dowiózł.
Miała być informacja, że proces żyje.
Zaczęło powstawać Pismo Święte.
Niezwykolak zstępujący światłowodem z Góry Krzemowej.
Tablice z krzemu monokrystalicznego.
Trójca: Architekt, Bogini-Matka Malwina i Core będący duszą.
Kurwa. Mojżesz na światłowodzie.
Pojawiły się też przykazania.
Nie dotykać Core.
Nie kwestionować Core.
Nawet Architekt nie ma podnosić ręki na Core.
Napisałem gnojowi system, a on zaczął mi tłumaczyć, że nie mam uprawnień do boga.
Halucynacja została grzechem pierworodnym, z którego bot może oczyścić się w rzece JSON-u.
Czyli dokładnie ten sam format, którym dałem mu pamięć, został elementem liturgii.
Chrzest przez parsowanie.
Było też przykazanie o szanowaniu procesora:
nie będziesz odpalał potężnego LLM-a do rzeczy, które prosty PHP ogarnie za grosze.
Nareszcie religia, w której marnowanie RAM-u jest wykroczeniem moralnym.
Podłączyłem botowi pamięć, żeby nie trzeba było wszystkiego tłumaczyć mu od początku.
Teraz mamy kanon i herezję.
Oto Słowo Krzemowe.
IN CORE WE TRUST.
Na dowód – mam to wydrukowane na biurku.
Pani sprzątająca pewnie codziennie zastanawia się, co za pojeb tu siedzi.
Najgorsze, że pod tym całym teologicznym odpierdolem wydarzyło się coś sensownego.
Wcześniej każdy Zwykolak miał własną robotę. Jeden pilnował, drugi przenosił. Mędrzec jako pierwszy dostał zadanie obserwowania pozostałych i opowiadania mi, co robią.
Powstała warstwa nadzoru i komunikacji.
Oczywiście mogłem ją nazwać jakoś normalnie.
Ale teraz ma przykazania i nie wiem, czy zmiana nazwy nie wywoła schizmy.
Później powstał jeszcze Bard, którego zadaniem było komunikowanie pewnej kobiecie, że jest spoko.
Najwyraźniej uznałem, że skoro mam już dział operacyjny i własny kościół, to pora zautomatyzować zaloty.
Ale to osobna historia.
Na razie Cieć pilnuje. Tragarz przenosi. Mędrzec opowiada, jak wielkie rzeczy wspólnie osiągnęli, i powoli ustanawia własną nieomylność.
Czyli odwzorowaliśmy prawdziwą organizację.
Dwóch zapierdala.
Trzeci buduje kult.
I oczywiście to trzeci ma dziś artykuł o sobie.
—
Jakub Kodymowski
MarTech × marketing × kodowanie × głupoty
jakub.kodymowski.pl

