Zapowiada się bardzo przyjemny tydzień. 
Na warsztat wpadają dwa projekty z mojej ulubionej kategorii:
„Dlaczego człowiek nadal własnymi rękami robi coś, co bez mrugnięcia okiem powinien ogarniać komputer?”
Bo jeśli odpowiedzią jest:
„Bo zawsze tak robiliśmy”
to gdzieś właśnie umiera mały informatyk.
#1 UPM PRZESTAJE BYĆ LUDZKIM PARSEREM.
Nasza Ukochana Pani Mecenas (dalej UPM) ma obecnie niezwykle odpowiedzialną funkcję w systemie.
Odczytuje dane z liczników prądu i wody.
A potem ręcznie przepisuje je do odpowiednich stref H2F.
Tak.
Kurwa.
Prawnik z dyplomem robi za middleware.
XXI wiek. Szczyt cywilizacji.
Plan jest prosty: najpierw sprawdzamy, czy panel udostępnia dane w sposób, który możemy normalnie wykorzystać. Jeżeli tak — PHP, cURL, CRON, baza i koniec ręcznego machania łopatą.
Jeżeli nie — będziemy szukać kolejnego najprostszego rozwiązania.
Bo najlepsza automatyzacja jest nudna, chłodna i przewidywalna. I tania.
Ma działać na produkcji.
I już widzę oczami wyobraźni jak znikąd pojawia się człowiek posiadający zerowe pojęcie o architekturze, ale za to przepiękny napis: AI TRANSFORMATION MANAGER na LinkedInie.
I oznajmia:
„Przecież to idealne zadanie dla AI!”
Nie.
Kurwa.
Nie jest.
Nie będę odpalał modelu językowego, żeby pobrać JSON-a, dodać dwie liczby albo ustalić, że licznik 2137 należy do kręgielni.
To trochę jak zatrudnienie profesora fizyki kwantowej do sprawdzania, czy światło w kiblu jest zgaszone.
Da się.
Tylko po chuj.
LLM-a używam tam, gdzie jego elastyczność rzeczywiście coś daje — przy języku, interpretacji nieustrukturyzowanych danych, niejednoznaczności.
I tam, gdzie jego potencjalne halucynacje nie mogą niczego istotnego spierdolić.
A jeżeli problem da się rozwiązać prostym, deterministycznym skryptem, który:
kosztuje zero,
działa zawsze według tych samych zasad,
nie potrzebuje prompt engineeringu,
i nie obudzi się któregoś ranka przekonany, że licznik wody jest horoskopem dla Wodnika,
to używam skryptu.
Technologia nie ma wyglądać nowocześnie.
Ma rozwiązać problem.
Najprościej.
Najtaniej.
Możliwie niezawodnie.
Także jednoosobowy dział R&D dostał ticket.
A UPM dostała szansę, żeby robić rzeczy bardziej istotne.
Na przykład częściej sprawdzać, czy kociecko w ciągu ostatnich 17 minut zmieniło pozycję o więcej niż 4 centymetry.
In PHP we trust.
PS. Deployment systemu licznikowego nadal blokuje nierozwiązana zależność produkcyjna: urodzinowy chlebek bananowy.
UPM, spokojnie.
To nie szantaż. Chyba 

