marka osobista kodymowskidolan my king

WIEDZA JEST JUŻ PRAWIE ZA DARMO. DROGA JEST EGZEKUCJA.

🟣 WIEDZA JEST JUŻ PRAWIE ZA DARMO. DROGA JEST EGZEKUCJA.

Wczoraj wrzuciłem post o tym, że zgubiłem jednego ze swoich Zwykolaków.

Potem znalazłem trzy kolejne.

Potem Sekretarza.

Na ten moment mam ich tyle, że pod postem prowadzę już właściwie ewidencję ludności.

I kiedy rano szedłem po śniadanie, przyszła mi do głowy jedna rzecz.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że żaden z tych botów nie jest szczególnie trudny.

Serio.

Nie zbudowałem rakiety. Nie napisałem własnego systemu operacyjnego. Nie rozwiązałem problemu NP-trudnego przed śniadaniem.

Jeden pilnuje plików. Drugi pamięta dane. Trzeci sprawdza. Czwarty liczy. Piąty wysyła wiadomość. Szósty czyta formularze. Siódmy próbuje sprawić, żebym nie musiał robić czegoś ręcznie po raz pięćsetny.

Python. JavaScript. API. Webhooki. JSON-y. Trochę serwera.

I oczywiście PHP.

Bo PHP jest królem tej imprezy 😉 Klasa. QLtura. Legancja.

Czasami wystarczy piękny strzał cURL i po drugiej stronie zaczyna się dziać magia.

Bo jesteśmy ludźmi cywilizowanymi.

XD

I dzisiaj, mając wiedzę, którą mam po tych kilku miesiącach, prawdopodobnie byłbym w stanie odtworzyć większość tego zoo w dwa–trzy tygodnie.

A z Codexem?

Pewnie w tydzień 😁

Tylko że właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część.

Wiedza przestała być największym problemem.

Paradoksalnie nigdy nie była tak dostępna i jednocześnie tak niewykorzystywana.

Mamy całą wiedzę ludzkości w kieszeni. Możemy w trzydzieści sekund sprawdzić praktycznie wszystko.

A ludzie nadal często nie wiedzą, jak działa świat.

Nie dlatego, że nie mogą się dowiedzieć.

Po prostu ich to nie interesuje.

A oprócz tego istnieje drugi problem. Dużo starszy od AI. W zasadzie starszy od całej technologii.

Nie chce mi się.

Idealnym przykładem jest odchudzanie.

Chcesz schudnąć?

Podstawy masz podane na tacy.

Wiesz, że trzeba jeść rozsądniej. Ograniczyć nadmiar kalorii. Ruszać się. Spać. Nie opierać diety na alkoholu, fast foodzie i cukrze.

Nikt tutaj nie odkrywa fizyki kwantowej.

A jednak między:

„wiem, jak schudnąć”

a

„schudłem”

potrafi zmieścić się całe morze wymówek.

Bo wiedzieć to jedno.

A przez kilka miesięcy codziennie robić rzeczy, które są nudne, niewygodne i kompletnie niespektakularne — to już zupełnie inna historia.

Trzeba odmówić sobie kolejnego piwa. Nie zamówić fast foodu. Wyjść z domu, kiedy pada. Ruszyć dupę, kiedy najbardziej chce się leżeć na kanapie. Powtórzyć to jutro.

I pojutrze.

I jeszcze za trzy miesiące.

Problemem bardzo rzadko jest brak wiedzy.

Problemem jest to, że między wiedzą a rezultatem stoi egzekucja.

A egzekucja bywa nudna, bolesna, powtarzalna i kurewsko mało instagramowa.

 

Z kodem jest dokładnie tak samo.

Dzisiaj możesz powiedzieć modelowi:

„Napisz mi bota, który robi X”.

I bardzo możliwe, że za chwilę dostaniesz całkiem niezły kod.

Tylko najpierw musisz zauważyć, że X w ogóle warto zautomatyzować.

Musisz rozumieć proces. Wiedzieć, skąd przychodzą dane. Gdzie mają trafić. Co zapisać. Co wysłać. Kiedy. Komu.

Co zrobić, kiedy API nie odpowie. Co zrobić, kiedy zmieni format. Co zrobić, kiedy cron zdechnie. I co zrobić, kiedy użytkownik zrobi dokładnie to, czego według Twojej pięknej logiki żaden człowiek na Ziemi nigdy zrobić nie powinien.

A potem odpalasz produkcję.

I bot się wypierdala.

Więc debugujesz.

Poprawiasz. Testujesz. Wrzucasz jeszcze raz.

I znowu się wypierdala.

Tylko tym razem bardziej kreatywnie.

Po tygodniu odkrywasz edge case, którego nie przewidziałeś.

Po miesiącu dowiadujesz się, że prawdziwy proces biznesowy działa zupełnie inaczej, niż wynikało z pięciu spotkań, dwóch PDF-ów i zapewnienia:

„Tak, dokładnie tak to robimy”.

I właśnie tutaj zaczyna się część, której nie pokazują pięknie wystylizowane rolki kołczów biznesu.

Trzeba się po prostu upierdolić.

Ujebać ręce. Zagotować głowę.

Dzisiaj. Jutro. I za trzy miesiące. 😉

Wejść po kolana we wszystkie te małe gówna stojące pomiędzy:

„mam kod”

a

„to działa codziennie na produkcji i nikt już o tym nie myśli”.

I dokładnie na to poświęciłem praktycznie wszystkie wolne weekendy od maja.

Maj. Czerwiec. Lipiec. Sierpień. Koniec września.

Cztery miesiące.

Kiedy inni odpoczywali, ja siedziałem po uszy w tej rzece.

I były dwa powody.

Pierwszy był bardzo prosty.

W maju mieliśmy awarię.

500.

Strona Hit2Fit leży.

Trzeba wejść, znaleźć problem i szybko ją podnieść.

Pewnie mógłbym komuś to zlecić.

Tylko szukanie wykonawcy w sytuacji, kiedy przed komputerem siedzi emerytowany programista PHP, trochę mijało się z celem. 😅

Więc wszedłem.

Zacząłem grzebać.

I gdzieś po drodze przypomniałem sobie coś, o czym przez lata trochę zapomniałem:

ja naprawdę kurwa lubię PHP.

Lubię kodować.

Lubię szukać jak detektyw, po okruszkach chleba, co się właściwie odjaniepawliło.

Lubię ten moment, kiedy po godzinach grzebania nagle wszystko rusza.

Lubię też zbudować coś z niczego.

Rano tego nie było. Wieczorem działa.

I nagle znowu mnie to wciągnęło.



Drugi powód był już czysto biznesowy.

Przy współtworzeniu i rozwijaniu systemu sprzedaży Hit2Fit x Plan4U zobaczyłem system, który jest po prostu cholernie dobry.

Świetny silnik SPA.

Szybki frontend.

Lekki backend.

Sprzedaż, bilety, karnety, vouchery, rezerwacje, płatności, bramki.

Praktycznie wszystko zamknięte w małym, lekkim SPA. 🥹

A ja dokładam do tego swoją warstwę.

Backend.

Automatyzacje.

Data layer.

Integracje.

Boty.

Marketing.

Analitykę.

Trochę CSS-a żeby to wyglądało 🙂

I nagle patrzę na to wszystko z góry i dociera do mnie jedna rzecz:

kurwa, przecież dwie kumate osoby są dzisiaj w stanie zbudować system, do którego jeszcze kilka lat temu mała firma potrzebowałaby całego zespołu.

Dane z jednego miejsca uruchamiają proces w drugim.

Sprzedaż zasila marketing.

Formularz uruchamia automatyzację.

Pogoda może zmienić kampanię.

Zakup może uruchomić remarketing.

Urodziny klienta mogą zostać zapamiętane na kolejny rok.

Bot pilnuje procesu.

Drugi pilnuje pierwszego.

Trzeci prawdopodobnie ma jakieś imię, którego znowu zapomniałem.

XD

I ja wiem, że duże organizacje od lat budują dokładnie takie środowiska.

Tylko tam pomiędzy pomysłem:

„fajnie byłoby połączyć A z B”

a działającym rozwiązaniem pojawia się zwykle architekt, backendowiec, frontendowiec, DevOps, analityk, człowiek od danych, człowiek od integracji, człowiek od bezpieczeństwa, PM, trzy spotkania, siedem ticketów w Jirze i pół miliona złotych. 😵

I nic w tym złego.

Wręcz przeciwnie.

Doskonała robota wielu świetnych specjalistów, milordzie.

Tylko że małej albo średniej firmy zwyczajnie na to nie stać.

Nie dlatego, że sama technologia jest kosmicznie droga.

Droga była wiedza potrzebna do jej poskładania.

Bo żeby zbudować taki ekosystem, trzeba było mieć dostęp nie do jednego świetnego specjalisty.

Trzeba było mieć dostęp do kilkunastu różnych kompetencji naraz.

I jasne.

Nie jestem najlepszym backendowcem na świecie.

W bazy danych też umiem tak sobie 😁

Ale jeśli dołożę do tego kompetencje, które mam wymasterowane — marketing (yep, still the best), wiedzę biznesową, analitykę, automatyzację i rozumienie procesów — a ktoś uzupełni mnie tam, gdzie jestem słabszy, chociażby na froncie…

nagle może powstać naprawdę poważne narzędzie.

Nie kosztem dwudziestoosobowego zespołu.

Tylko dwóch kumatych ludzi, którzy mają uzupełniające się kompetencje i wiedzą, co właściwie chcą zbudować.

Oczywiście powiedział człowiek pracujący siedem dni w tygodniu, więc z tym „tanim developmentem” proszę zachować ostrożność. XD

I dochodzimy do czegoś naprawdę ciekawego:

technologia zaczyna schodzić do firm, którym jeszcze kilka lat temu ekonomicznie nie opłacałoby się jej budować.

 

I dla mnie właśnie to jest najpiękniejsze w całej tej historii.

Nie to, że napisałem kilkanaście botów.

Tylko to, że po połączeniu dobrego silnika, wiedzy biznesowej, backendu i dzisiejszych narzędzi możemy budować dla małych i średnich firm rzeczy, tylko bez działu IT, bez pół miliona i bez dwudziestu osób na callu 🙂

 

I właśnie dlatego poświęciłem temu praktycznie wszystkie wolne weekendy, poranki i wieczory od maja.

 

Bo kiedy zobaczyłem, co może z tego powstać, uznałem, że marnotrawstwem byłoby tego nie sprawdzić.

A żeby sprawdzić naprawdę, nie wystarczy wygenerować kodu.

 

Trzeba się upierdolić.

Debugować.

Psuje się — poprawić.

API zmienia format — poprawić.

Użytkownik zrobi coś kompletnie pojebanego – obsłużyć.

 

I po czterech miesiącach zaczynasz mieć nie demo.

Nie proof of concept.

Nie pięknego screena na LinkedInie.

Masz system, który działa na produkcji.

 

I oczywiście zaraz ktoś powie:

„Ale można to zrobić lepiej”.

Ano można.

 

„Nie jest jeszcze idealne”.

Ano nie jest.

Tylko jak mamy zrobić je lepsze, jeśli nie wypuścimy go na produkcję i nie zobaczymy, co użytkownik naprawdę potrafi zepsuć, czego naprawdę potrzebuje i czego my sami nie przewidzieliśmy?

 

Produkcja bardzo szybko weryfikuje prezentacje, założenia i nasze piękne wyobrażenia o tym, jak ludzie będą korzystać z systemu.

Nie wypuszczasz czegoś dlatego, że jest idealne.

Wypuszczasz coś wystarczająco dobre, żeby mogło zderzyć się z rzeczywistością.

A potem poprawiasz.

 

I dlatego ktoś może dziś spojrzeć na moje Zwykolaki i powiedzieć:

„Przecież ja też mogę sobie takie zrobić”.

No pewnie, że możesz.

To rób.

 

Ktoś spojrzy na system i powie:

„Nie jest idealny”.

No nie jest.

Zrób i wdróż lepszy.

 

Dietę też każdy może pobrać.

Buty do biegania każdy może kupić.

Dokumentację każdy może przeczytać.

Model AI każdy może odpalić.

Kod każdy może dziś wygenerować.

 

Tylko między:

„mogę”

a

„zrobione”

jest ten kompletnie nieseksowny etap, w którym trzeba się przez kilka miesięcy po prostu ujebać robotą.

 

Bo po całej tej cyfrowej rewolucji jedna zasada pozostała bez zmian.

Technologia tanieje.

Dostęp do wiedzy tanieje.

Kod tanieje.

Egzekucja nadal jest kurewsko droga.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *