Śródziemnomorski raj kontra cyberlabirynt jakub kodymowxki ost

kolejny incydent cyberbezpieczeństwa

🟠JEBNĘ TO WSZYSTKO I WYJADĘ W BIESZCZADY XD

 

Często powtarzam, że kiedyś jebnę to wszystko i pojadę w Biesz…

zbierać mandarynki do Portugalii.

 

Wczoraj byłem naprawdę blisko. 😑

 

Portugalia.

Mandarynki.

Słońce.

 

Prosta, niezawodna robota.

 

Zero API.

Zero Linuxa.

Zero webshelli w PHP.

 

A dlaczego o tym piszę?

 

Bo leżałem skasowany.

 

Gorączka.

Łeb pęka.

Organizm od kilku dni błaga o litość.

 

I dokładnie w tym momencie jakiś skurwiel postanowił włamać się na serwer.

 

Bo dlaczego, kurwa, nie? XD

 

Najlepsze w tym wszystkim?

 

Woźny wiedział natychmiast.

 

Nasz najnowszy Zwykolak robił dokładnie to, za co nie dostaje pensji: darł mordę na Telegramie w trybie natychmiastowym.

 

WYKRYTO NIEAUTORYZOWANY PLIK: x.php

 

ADMIN, KURWA, WSTAWAJ!

 

Tylko pojawił się jeden drobny problem architektoniczny:

 

admin był w stanie śmierci.

 

Męska grypa.

 

Człowiek offline.

 

Telefony wyciszone.

 

Monitoring zadziałał bezbłędnie, a administrator wyjątkowo zaczyna wierzyć w boga.

 

Cybersec poziom ekspert. XD

 

No i właśnie wtedy cały plan na odpoczynek zdechł.

 

Miałem oglądać anime i żreć żelki.

 

Same męskie rozrywki. 😛

 

Zamiast tego dostałem darmowe, kurewsko intensywne szkolenie z cybersecu na żywym organizmie.

 

Z prawdziwym przeciwnikiem.

 

Z prawdziwym serwerem.

 

I z prawdziwymi konsekwencjami.

 

Szybkie parsowanie x.php w Pythonie.

 

Tropienie shella.

 

Odcinanie dostępu.

 

Wyłączanie rzeczy na żywca.

 

Sprawdzanie, którędy wszedł.

 

Co dotknął.

 

Co zostawił.

 

I czy nadal gdzieś siedzi.

 

Na początku oczywiście:

 

KURWA_KURWA_KURWA

 

Ale potem zaczęły pojawiać się pierwsze konkretne ślady.

 

Jedna rzecz zaczęła pasować do drugiej.

 

Chaos dostał strukturę.

 

I nagle:

 

Oho.

 

Ciekawie. 🤔

 

I właśnie tutaj zaczyna się problem.

 

Bo nie oszukujmy się — w całym tym chaosie jest coś pojebanie satysfakcjonującego.

 

Ten moment, kiedy przestajesz być ofiarą incydentu, a zaczynasz go rozumieć.

 

Widzisz wejście.

 

Widzisz ślady.

 

Odcinasz dostęp.

 

Czyścisz środowisko.

 

Zamykasz drzwi.

 

Odzyskujesz kontrolę.

 

I wtedy człowiek, który godzinę wcześniej chciał rzucić informatykę i zbierać owoce w Portugalii, zaczyna myśleć:

kurwa… to jest nawet fajne.

 

A chwilę później przychodzi druga myśl.

Patrzysz na swoje delikatne dłonie, jak u nastolatki. 

 

I wtedy już sam do siebie:

Zamknij mordę i do terminala, książę Portugalii.

 

XD

 

Świat ostatnio znowu trochę mnie testuje.

 

I mam z tyłu głowy dość niepokojącą myśl:

 

chyba to testowanie zaczyna mi się podobać.

 

Bo po dwóch latach wychodzenia na prostą…

 

zaczęło się robić odrobinę za spokojnie. XD

 

Chyba jednak nie chcę mandarynek.

 

Chyba po prostu potrzebuję czasem, żeby coś się paliło XD

// ANATOMIA ATAKU

Żebyście mieli obraz, jak kurewsko szybko może przebiegać dzisiaj takie włamanie, oto autentyczna chronologia odtworzona z logów serwera.

5 minut i 51 sekund.

Tyle minęło od zarejestrowanego logowania do uruchomienia webshella umożliwiającego dostęp do plików konta hostingowego.

  • 03:36:29 → POST /wp-login.php — skuteczne logowanie do WordPressa.
  • 03:36:30 → GET /wp-admin/ — dostęp do kokpitu.
  • 03:38:04 → Otwarcie instalatora wtyczek.
  • 03:41:00 → Żądanie aktywacji wp-file-manager.
  • 03:41:25 → Otwarcie menedżera plików.
  • 03:42:11 → Operacja dotycząca złośliwego x.php.
  • 03:42:13 → Metadane wskazują utworzenie webshella.
  • 03:42:18 → Pierwsze zarejestrowane wywołanie webshella.
  • 03:42:20 → Dostęp do narzędzia z parametrem wskazującym katalog konta hostingowego.

A potem zaczęła się wycieczka po kolejnych domenach.

Najmocniejszy trop prowadzi do tymczasowego, słabo zabezpieczonego konta administracyjnego, które zostawiłem podczas pracy w gorączce.

Tak. Człowiek zawodowo zabezpieczający strony internetowe sam sobie prawdopodobnie wystawił rachunek za własną głupotę XD

A Woźny? Alarmował. Tylko administrator był biologicznie niedostępny.

Wyciągam z tego jedną, nową, żelazną zasadę architektoniczną:

GORĄCZKA = NIE PRACUJEMY.

Odespij. Wypij herbatę. I nie ma “no weź, tylko 5 minut i zaraz do łóżka”.

Bo kiedy siadasz do terminala na jednym działającym rdzeniu mózgowym, możesz sam zostawić hakerom klucze do królestwa. 🫠

—

jakub.kodymowski.pl

MarTech × marketing × kodowanie × głupoty

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *