hit2fit grafika blog jkub kodymowski steampunk

Kuba, musisz w końcu nauczyć się delegować

🟠 „Kuba, musisz w końcu nauczyć się delegować!”

No więc deleguję 😛

Stronę Hit2Fit składało z pół tuzina osób. Każdy dostał swój kawałek.

Dzisiaj zaglądam do jednego okienka z godzinami otwarcia, a tam kilkanaście tysięcy znaków HTML i CSS.

Trzy linijki godzin.
Jeden komunikat.
Kod jak do sterowania wahadłowcem.

XD

I nie, nie mam pretensji do ludzi, którym deleguje się zadania poza ich kompetencjami.

Chyba trochę na wyrost zakładam, że każdy zna HTML-a i CSS-a 😛

Bo jeśli ktoś nie zna, promptuje do Chata, kopiuje, wkleja i sprawdza, czy wygląda.

No wygląda 😀

A pod maską?

Cmentarz divów, klas i stylów inline.

Ale jest tu większy problem.

Nie jestem najlepszym backendowcem.

Ani frontendowcem.

Ani od baz danych, serwerów, CSS-u, UX-u, grafiki czy copywritingu.

Moja przewaga? Potrafię to wszystko połączyć w jedną technologiczną kanapkę.

W godzinę zbudować narzędzie, którego rozpisanie między działy, uzgodnienie, poskładanie i wdrożenie mogłoby zająć software house’owi tygodnie i kosztować dziesiątki tysięcy.

Bo mój backend nie musi umawiać calla z moim frontendem. XD

Więc kiedyś wymyśliłem sobie piękny model:

złożę osiem warstw sam, a potem oddam każdą lepszemu specjaliście do dopieszczenia.

NO I CHUJ XD

Bo po godzinie narzędzie już działa.

Wygląda dobrze.

Rozwiązuje problem.

I tutaj najlepszy przykład mam dosłownie przed nosem.

Nad stroną Hit2Fit pracowało kilka osób. Spotkania. Grafik. Web developer. Uzgodnienia. Poprawki. Kolejne poprawki.

Setki godzin pracy.

A i tak przed otwarciem usiadłem i w dwa tygodnie zrobiłem sprint, żeby to wszystko po prostu zaczęło działać tak, jak powinno.

I dzisiaj patrzę na tę stronę i mam dość zabawną refleksję:

lepsze strony stawiam teraz na szybko do projektów backendowych, bo „kurwa, jakiś interfejs przecież musi być” 😛

Bez projektu.

Bez wielkiego procesu.

Bez pięciu spotkań o odstępie między przyciskami.

Po prostu backend działa, więc przy okazji robię mu frontend, żeby nie wyglądał jak panel administracyjny elektrowni z 1998 roku.

I nagle mam zapłacić komuś kilka tysięcy, poświęcić czas na brief, omówienie, przegląd kodu i późniejszą integrację tylko po to, żeby poprawić coś, czego użytkownik prawdopodobnie nawet nie zauważy?

Znajomy programista ujął to kiedyś idealnie:

„Zaoszczędzę ci 15 minut frontu, a ty stracisz trzy godziny, żeby wpiąć mój kod w swoją kanapkę”.

I właśnie wtedy zrozumiałem, gdzie jest problem.

Delegowanie nie polega na przekazaniu zadania.

Polega na zdjęciu pracy z własnej głowy.

Jeśli po delegowaniu mam więcej roboty niż przed, to nie zoptymalizowałem procesu.

Zrobiłem sobie płatne DLC do problemów.

—

jakub.kodymowski.pl

MarTech × marketing × kodowanie × głupoty

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *