whatsapp image 2026 07 30 at 07.14.57

WYSOKI POZIOM KOMPETENCJI NIE USUWA NIEPEWNOŚCI. USUWA CZŁOWIEKA, NA KTÓREGO MOŻNA JĄ PRZERZUCIĆ

🟣 WYSOKI POZIOM KOMPETENCJI NIE USUWA NIEPEWNOŚCI. USUWA CZŁOWIEKA, NA KTÓREGO MOŻNA JĄ PRZERZUCIĆ.

Ostatnio przeginam ze wszystkim.

Najbardziej z pracą.

Ktoś z zewnątrz powie: pracoholizm.

Prawda jest znacznie mniej romantyczna.

Po prostu kiedy pracuję, przestaję się bać.

 

Ale od początku.

Na początku kariery masz bufor.

Senior.

Manager.

Szef.

Możesz przynieść swój kawałek, pokazać i powiedzieć:

„Sprawdź, czy nie spierdoliłem.”

To jest niesamowity komfort.

Niestety zauważasz go dopiero wtedy, kiedy go tracisz.

 

Bo w pewnym momencie to Ty stajesz się człowiekiem na końcu łańcucha.

Możesz mieć dwadzieścia lat doświadczenia.

Znać technologię.

Przeanalizować ryzyka.

Rozłożyć problem na części.

Sprawdzić wszystko trzy razy.

A na końcu i tak zostaje jedno pytanie:

„Czy ja, kurwa, mam rację?”

 

I nie ma już nikogo, kto podbije Ci decyzję pieczątką.

To właśnie jest największy stres przy budowaniu własnych rzeczy.

Nie sama praca.

Brak możliwości zrzucenia odpowiedzialności piętro wyżej.

Nie powiesz:

„Szef tak kazał.”

Kurwa.

Ty jesteś szefem.

 

I odkryłem u siebie bardzo prymitywny mechanizm.

Kiedy stoję — zaczynam myśleć.

Kiedy zaczynam myśleć — pojawia się niepewność.

Niepewność utrudnia podejmowanie decyzji.

Więc robię jedyną rzecz, która na mnie działa.

Zaczynam napierdalać.

 

Nie dlatego, że jestem bohaterem produktywności.

Nie dlatego, że kilkanaście godzin pracy dziennie jest jakimś wzorem do naśladowania.

 

Po prostu:

kiedy pracuję, przestaję się bać.

 

I nagle wielkie:

„Czy to wszystko się uda?”

zamienia się w:

„Dobra. Co jest następne?”

 

A wtedy zaczynają pojawiać się dane.

Nie te z prezentacji.

Te z żywego organizmu.

Widzisz rzeczy, których nie było widać z fotela.

Podejmujesz decyzję.

Sprawdzasz.

Korygujesz.

Idziesz dalej.

 

I nagle problem, który godzinę wcześniej był wielką czarną chmurą, staje się po prostu serią rzeczy do zrobienia.

 

I tak mija dzień. Potem tydzień. Potem miesiąc.

Ludzie z zewnątrz widzą tylko efekt.

Kogoś, kto „chyba wie, co robi”.

Nie widzą poranków o 5 rano.

Nie widzą ciężaru przed decyzją, kiedy sprawdziłeś już wszystko, co umiałeś, i dalej nie masz pewności.

Nie widzą, że nie ma już nikogo, do kogo pójdziesz i powiesz: „Sprawdź mnie.”

 

Więc podejmujesz decyzję sam.

Nie dlatego, że się nie boisz.

Tylko dlatego, że nauczyłeś się działać, kiedy się boisz.

 

I chyba najgorsze jest to, że na końcu nie ma nawet nagrody.

 

Sukces?

Kiedyś cieszyłby mnie pół roku.

Dzisiaj patrzę, czy działa.

Działa.

Dobra. Poszło. Co jest następne?

I kolejny ticket.

 

Czyli:

Cały stres był prawdziwy.

Ryzyko jest prawdziwe.

Pieniądze są prawdziwe.

Nagroda nie jest.

 

—

jakub.kodymowski.pl

MarTech × marketing × kodowanie × głupoty 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *